I szybciutko po 17 zamiast nad jezioro, to nad morze pojechaliśmy. Do Darłowa. Jak dotarliśmy na plażkę, to już po 18 było i chłodnawo troszkę. Nie przeszkadzało nam to jednak polepić troszkę zamków z piasku i babek.
Nad morze został zabrany oczywiście moj ukochany dziu-dziu {wózek}. Lala była z nami też i owszem, ale została w samochodzie. No po co mam lala nad morze? Ważne, że wózek był. I widział.



I familia w komplecie.

Buziaki ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz