poniedziałek, 14 czerwca 2010

Już w domu!

W 40 stopniowym upale wracaliśmy do domu. Nie byłoby tak źle, gdyby do pokonania nie było 50 km. Dobrze, że chociaż klimę w samochodzie mamy, bo zapewne ugotowalibyśmy się wszyscy na twardo.

Po powrocie do domu czekała na mnie niespodzianaka.. Tulipany które dostałam od córki tydzień wcześniej ciągle stały.. Troszkę wyschnięte, a jednak stały... Szczerze dane ;)



Babcia Gienia czekała na nas cały ranek stąpając od okna do okna. Ledwo weszliśmy do góry, rozebrała małego i okazało się ze w szpitalu w szczecinku nie obcinają pępka tylko puszczają do domu z klipsem. No jak to z klipsem!! Poleciała do domu po nożyczki i odcieła go od razu..



Oczywiście nie liczy się fakt, ze mamy ledwo 40 metrów w domu.. Matylda się uparła ze wózek trzeba przynieść.. Bo mały w wózku będzie spał. Nie dało się jej przekonać i wózek trzeba było przytargać. Dobrze, ze nie trzeba było kanapy z pokoju wynosić...



Jak śpimy, to tylko w komplecie. Matylda, czyli mama lalki niegryzącej (nie pytajcie dlaczego wszystkie lalki jakie mamy w chacie maja na imię Kaśka, a ta jedna jest NIEGRYZĄCA)



Ogólnie mały, bardzo grzeczny, spał by tylko gdyby mógł. Młoda bardzo cieszy się z braciszka, jednak póki co krzyczy non stop. Wszystko by grało, gdyby tylko tak nie krzyczała..

Pierwsze chwile.

3.06



4.06



5.06 i tego dnia, czyli w sobotę wyszliśmy do domu. Mieliśmy wyjść juz w piątek i nawet w piątek dostaliśmy wypis niestety junior dostał żółtaczki i musieliśmy zostać do soboty. Na szczęście przez 12 godzin naświetlania spadło mu z 15,5 na 11,8 i wypuścili nareszcie nas wypuścili.



Korzystając z okazji, że rodziliśmy się w Szczecinku, po wyjściu ze szpitala, zajechaliśmy na minutkę do prababci Lusesitki. Młody został pobłogosławiony, więc i babcia spokojnie spać może teraz...

sobota, 12 czerwca 2010

Siusiak.

Matylda miała obiecane, że będzie mogła małego przewijać. Kiedyś powiedziała nawet:

- Mama będzie MI pomagać Leonika kąpać i przewijać...

W każdym razie podczas pierwszej wizyty w szpitalu dostała swoja pierwszą szansę. Na widok pępka zdębiała:

- Co to ?

- Pępek. Matylda też taki miała, ale odpadł jej jak była malutka.

Sprawdziła i faktycznie nie ma. Odpadł.

Tata ściągnął małemu pampersa i Matylda pyta:

- Co to?

- Siusiak.

Matylda popatrzyła, pomyślała i skomentowała:

- Mati już nie ma siusiaka. Już jej odpadł...

Szpital w Szczecinku.

Wziełam sobie po porodzie salę rodzinną, zeby mogli do mnie spokojnie przyjeżdzać goście, tym bardziej że nie rodziłam w moim mieście. Najważniejszy gość to oczywiście Matylda, która jak weszła na oddział to powiedziała:

- Dzień dobry tutaj dzisiaj moja mama urodziła mi brata Leona.

No i proszę - dumna siostra. Z braciszkiem.



Leon 3.06.2010



Mój pokój. Fotki specjalnie dla Eweliny ;)







PS. Z pozdrowieniami dla Ewki za : " wiesz jakie tam jest zajebiste jedzenie.."

śniadanie:



obiad:



;)

Jeszcze w dwupaku.

Tradycyjnie ciąża przeszła, a ślubny nie raczył mi zrobić zdjęć żadnych. To samo zresztą było, kiedy byłam w ciąży z Matyldą. Udało mi się go namówić na jakąś sesję, kiedy byłam już po terminie. Choć prawdą jest, że wtedy do 7 miesiąca nie miałam też brzucha, więc i nie było czego fotografować. Najpierw schudłam 9 kilo, potem przytyłam 14 i od razu po porodzie weszłam w moje jeansy sprzed ciąży. Tym razem za to mam +23 i mega tyłek.

Jak to było w Lejdis? Najgorsze jest to, że ja mam wielką, gigantyczną, megadupę! Ona mi się całkowicie wymknęła spod kontroli. Ja mam swoje zachowania motoryczne, a ona ma swoje. Na przykład idę korytarzem, a ona mi się szyderczo dynda z tyłu. :) I tak się właśnie czuję ;p

Dlatego też foty ciążowe tym razem są, ale ograniczyły się tylko i wyłacznie do mojego brzucha.







Czas na zmiany.

1 czerwca nastąpiły w naszej rodzinie wielkie zmiany. O 11.47 przyszedł na świat Leon. Tym razem, ponieważ w brzuchu zrobiło się pewne zamieszanie, przez cesarskie cięcie. W każdym razie rodzinka nam się powiększyła, więc i bloga trzeba będzie nieco powiększyć i wprowadzić pewne zmiany.

Po pierwsze bloga będzie od teraz pisała matka, bo dwu i pół letniemu dziecku przeklinać nie wypada... Żartuję oczywiście.

Po drugie Z życia Matyldy zamienia się póki co na Matka dwojga. W świecie Matyldy i Leona.

Po trzecie muszę tez zmienić szablon, ale za to się zabiorę nieco później. Mam Wam tyle do opowiedzenia!

To może od początku...

czwartek, 10 czerwca 2010

Dzień dziecka.

Dzień dziecka w tym roku zorganizowali nam przy okazji Magam Trophy. Nas nie za bardzo interesowały samochody. Tylko zamki.











No dobra może poza jednym autem... Monstertruckiem, który jeździł niedaleko tego zamku. Zaintersowanie i żal w oczach widać...





Ah ta smutna minka...

Na ryby!

Ostatni czas był dla nas wyjątkowo intensywny i pozbawiony internetu, a mamy wam troszkę fotek do pokazania. Zaczynamy więc.

Wyprawa rodzinna na ryby. Matylda dostała swoja pierwszą wędkę :)























Po dotykaniu ryb obowiązkowe mycie rąk.



I bez problemu wygrzebywała robaki z wiaderka.



Jabłko jemy TYLKO i WYŁĄCZNIE ze skórką.







Tata wędkuje...



A my mamy taką nową zabawę.. W chowanie się przed Misiem z duzego niebieskiego domu, który się do nas zbliza.. W tym wypadku siedziałyśmy na pomoście i jedyna opcją było wskoczyć do wody, ale poniewaz ta była lodowata Matylda wpadła na pomysł schowania się za skarpetką... założyłyśmy sobie więc je na nosy i tym sposobem Miś nas nie znalazł ;)







Ciąża mi słuzy ;) Nie powiem ile mam kg do przodu :0)





;)